czwartek, 1 maja 2014

Recenzja: Garnier Fructis - Goodbye Damage Serum

Kolejna, spora przerwa w pisaniu. Jednak przygotowanie do matury rządzi się własnymi prawami. Dlatego musicie mi wybaczyć, ale ostatnio albo się uczę, albo nie robię nic.
Dzisiaj jednak przychodzę do Was z krótką recenzją serum do włosów od Garniera, które ostatnio upolowałam w Rossmannie. 

Właściwie fakt, że ten produkt znalazł się w moich rękach to czysty przypadek. Na początku czaiłam się na olej makadamia firmy Loton, jednak obsługa w innym sklepie, skutecznie mi wybiła ten pomysł z głowy, swoją nieuprzejmością i wpieraniem klientowi, że jest totalnym debilem, bo ceny nie widzi (która i tak okazała się inna). I tak wyszło na moje, ale już po ptokach.
W sumie nie mogę się pochwalić jakimś zamiłowaniem do produktów Garniera, chociaż i takowe przewędrowały, kiedyś, przez moją łazienkę. Jednak Serum Goodbye Damage z serii Garnier Fructis mile mnie zaskoczyło.
Co prawda, producent obiecuje nam scalenie rozdwojonych końcówek, co jest zwykłym picem na wodę. NIC! ABSOLUTNIE NIC nie sklei nam cudownie końcówek. Jednak na pewno są osoby, które zwabione reklamą, skuszą się na ten produkt, żeby w ostateczności się rozczarować, bo serum nie sprostało ich oczekiwaniom. Nie dajmy się nabrać. Obietnice, że seria naprawi rok uszkodzeń włosów w tydzień, również do kosza można wyrzucić. 

Skład:

Na przodzie opakowania widzimy cudowne zdanie: „Olejek z owoców amli”, jednak gdy spojrzymy na skład...i owszem, olejek znajdziemy, ale na szarym końcu, a dokładniej ostatnim miejscu. To w sumie tak, jakby go nie było. Produkt jest typową bombą sylikonową, która ma za zadanie, zabezpieczać włosy przed uszkodzeniami mechanicznymi, więc nie spodziewajmy się szeregu cudownych składników.
(Dla zainteresowanych)
Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Parfum/Fragrance, Eugenol, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Metyhlpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Phyllanthus Emblica Fruit Extract (Fil C158148/1).

 

Zapach, konsystencja, wrażenia estetyczne:


 Zapach produktu jest po prostu boski! Delikatnie słodki, ale naprawdę przyjemny. Mogłabym go tylko wąchać. Dużym plusem jest to, że zapach utrzymuje się na włosach, może nie jakoś super długo, ale chwilę nacieszyć się można. Konsystencja jest płynna, ale jednocześnie na tyle gęsta, aby produkt nie uciekał z dłoni. Całość jest zamknięta w bardzo estetycznym, przezroczystym i higienicznym opakowaniu z pompką, która ułatwia aplikację serum. 

Działanie:


Serum bardzo łatwo się aplikuje na włosy, dzięki jego konsystencji. Do tego jest nawet wydajne. Z produktem, jednak, lepiej nie przesadzać i należy nakładać go tylko na długość, ponieważ zbyt duża jego ilość, czy aplikacja zbyt blisko skóry głowy może dać nam niepożądany efekt tłustych włosów. Serum ładnie nabłyszcza włosy, sprawia, że są miękkie, lejące, zdecydowanie łatwiej jest je okiełznać. Dzięki temu włosy też, wyglądają na zdrowe i zadbane. Ogólnie jestem bardzo na tak! Szukałam produktu do zabezpieczenia końcówek, jednocześnie chciałam aby były trochę bardziej lśniące i zdyscyplinowane. Nie wymagałam super składu, bo od nawilżania i innych cudów mam odżywki, maski i oleje. 

Bez flesza
Z fleszem

 Cena i dostępność:


Jeśli chodzi o cenę to standardowo jest to 14.99 zł i znajdziemy go w każdym Rossmannie. Nie wiem jak w innych sklepach, jednak myślę, że większość drogerii powinna mieć ten produkt w ofercie, z racji, że produkty Garniera nie są trudno dostępne.

Mogę tylko polecić Wam Serum Goodbye Damage, jeśli poszukujecie tego typu produktu. Jednak, jeżeli potrzebujecie czegoś, co odżywi przy okazji Wasze włosy...radzę wybrać co innego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz