Długo się zastanawiałam, czy pisanie
tej recenzji będzie miało sens, ponieważ moja opinia, a wrażenia
klientek, które wypowiadają się na oficjalnej stronie Oriflame są
diametralnie różne, przez co często mam wrażenie, że tylko moja
wersja produktu jest wybrakowana. Tym razem zdarzyło się podobnie.
Love Nature jest, w sumie, nową serią
produktów od Oriflame. Z tej okazji konsultanci mogli nabyć cały
zestaw (poza kremem pod oczy) za 19,90, o ile dobrze pamiętam.
Okazja kusząca, szczególnie, że dobroczynne właściwości aloesu
są powszechnie znane i doceniane. Również ja postanowiłam zamówić
sobie tonik, krem i żel do mycia twarzy po okazyjnej cenie. Cały
zestaw zabrałam ze sobą do Niemiec, bo tak było łatwiej. Jednak
nie był to dobry wybór.
Seria jest przewidziana dla osób,
posiadających cerę normalną lub mieszaną. Jestem właścicielką
tego pierwszego rodzaju, więc teoretycznie, mając całą serię
kosmetyków przy sobie, powinnam się cieszyć z dobroczynnych
właściwości aloesu, było tak tylko w 1/3 pielęgnacji.
Jedynym plusem tej serii, jak dla mnie,
jest żel do mycia twarzy, który faktycznie jest łagodny.
Delikatnie się pieni i nie podrażnia skóry, a przy tym ładnie
oczyszcza, orzeźwia skórę i sprawia, że jest ona dobrze
nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku. Ja do mycia twarzy używam,
dodatkowo, gąbeczek, które dodatkowo wzmacniają efekt kosmetyku.
Mały otwór w butelce pozwala na
wydobycie takiej ilości kosmetyku, jakiej potrzebujemy. Sama
pojemność jest standardowa – 150ml. Żel jest gęsty, przez co
starcza na długo, do tego ma piękny, lekki i orzeźwiający zapach.
Skład:AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE,
GLYCERIN, COCAMIDOPROPYL BETAINE, SODIUM CHLORIDE, COCO-GLUCOSIDE,
PEG-7 GLYCERYL COCOATE, DISODIUM COCOAMPHODIACETATE, SODIUM
COCOAMPHOACETATE, GLYCERYL OLEATE, PHENOXYETHANOL, PARFUM, PEG-18
GLYCERYL OLEATE/COCOATE, SODIUM LAUROYL SARCOSINATE, DMDM HYDANTOIN,
DISODIUM EDTA, CITRIC ACID, ALOE BARBADENSIS EXTRACT, SODIUM CITRATE,
CI 19140, CI 42090
Cóż...wybitnie to nie wygląda. Aloes
występuje dopiero na 4 miejscu od końca, więc są to mikroskopijne
ilości. Mimo wszystko jest to najmocniejszy punkt całej serii.
Tonik do twarzy jest dość agresywny.
Po jego użyciu, miałam wrażenie, ze skóra jest ściągnięta, a
woda, która znajdowała się w komórkach, nagle wyparowała. Nie
było to miłe, czy komfortowe uczucie, którego oczekuję, po zmyciu
makijażu. Odczuwałam lekkie pieczenie, które po chwili ustępowało.
Mocną stroną produktu jest miły dla nosa zapach i estetyczne
opakowanie, jak w przypadku żelu.
Skład: AQUA, PROPYLENE GLYCOL, PEG-40
HYDROGENATED CASTOR OIL, GLYCERIN, SODIUM CITRATE, PHENOXYETHANOL,
IMIDAZOLIDINYL UREA, LACTIC ACID, SODIUM BENZOATE, PARFUM,
BENZOPHENONE-4, DISODIUM EDTA, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN,
ETHYLPARABEN, ALOE BARBADENSIS EXTRACT, CI 19140, CI 42090
Może i nie znam się, tak super na
składach, ale nawet ja mogę stwierdzić, że ten produkt z naturą
ma niewiele wspólnego. Ekstrakt z aloesu jest właściwie na końcu,
nawet parabeny są wyżej. Kocham naturę, ale po ten tonik nie
sięgnę już nigdy więcej, bo mam wrażenie, że większa krzywdę
sobie zrobię.
Ostatni krok w pielęgnacji i produkt
na tej liście to krem-żel. To jest porażka. Tak jak po użyciu
toniku, skóra piekła przez chwilę, tak po użyciu kremu pieczenie
utrzymywało się znacznie dłużej i z większą siłą. To nie tak,
że nie dało się tego wytrzymać, po prostu to nie jest miłe
uczucie, kiedy ma się wrażenie, że jak rano wstaniesz, to skóra
będzie się łuszczyć, jak po zabiegu z kwasami. Cera po użyciu
kremu jest ściągnięta i średnio miła w dotyku. Oczywiście są
też zalety. Produkt szybko się wchłania, jest lekki i pięknie
pachnie. Do tego małe i poręczne opakowanie, w którym 50ml kremu
zmieściło się z łatwością. Jednak kolejny raz, na pewno po
niego nie sięgnę.
Skład: AQUA, GLYCERIN, HYDROGENATED
POLYDECENE, ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, BUTYLENE GLYCOL,
CETEARYL ALCOHOL, TRIETHYLHEXANOIN, CYCLOPENTASILOXANE,
CYCLOHEXASILOXANE, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, GLYCERYL STEARATE,
PEG-100 STEARATE, STEARIC ACID, PHENOXYETHANOL, AMMONIUM
ACRYLOYLDIMETHYLTAURATE/ VP COPOLYMER, IMIDAZOLIDINYL UREA, CAPRYLYL
GLYCOL, PARFUM, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, XANTHAN GUM,
ETHYLPARABEN, ALOE BARBADENSIS EXTRACT, CI 19140, CI 42090
Tutaj też nie ma o czym mówić. Aloes
na trzecim miejscu od końca, a przed nim parabeny.
Jak na serię „Love Nature” to mało
natury tu widzę. Aloes powinien być odpowiedni, również, dla
osób o cerze wrażliwej, ponieważ m.in. łagodzi on podrażnienia,
więc nie zdziwię się, jeśli osoba o takim typie skóry sięgnie
po jeden z produktów i się zawiedzie. Jednak jak mówię, często
moje odczucia są zupełnie odmienne od tych spotykanych w opiniach
na stronie firmy , przez co mam wrażenie, że mam po prostu pecha i
trafiam na buble.
Warto więc próbować i samemu ocenić działanie
produktów, ponieważ każda skóra jest inna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz