Moja przygoda z kremami BB zaczęła
się około roku temu, podobnie jak z płytami. Zawsze byłam ciekawa
działania tego specyfiku, ponieważ słyszałam wiele dobrego na
temat tych produktów. Wcześniej używałam tylko pudru bambusowego,
który delikatnie ujednolicał kolor skóry. Zwykłe podkłady, za to
były dla mnie za ciemnie!
Opakowanie:
Przede wszystkim, opakowanie
jest higieniczne! Produkt został zamknięty w tubce która w wersji
pełnowymiarowej jest zakończona pompką, dzięki czemu możemy
wycisnąć taką ilość kremu, jakiej potrzebujemy. Wersja podróżna,
którą aktualnie posiadam, ma pojemność 20ml. Tubka na dole jest
zwężona, co również sprawia, że wydobycie odpowiedniej ilości
produktu nie sprawia problemów. Jak dla mnie duży plus dla Misshy.
Konsystencja i zapach:
Delikatnie kremowa,
satynowa. Produkt nie leje się, jak woda z kranu, ale nie jest też
zbity. Bardzo łatwo się go aplikuje na skórę, szybko się
wchłania, dzięki czemu nie jest wyczuwalny na twarzy. Zapach jest
przyjemny dla nosa i lekki. Nie umiem określić co to za rodzaj
woni, chociaż kojarzy mi się z niektórymi oliwkami dla dzieci,
chociaż to wciąż nie to.
Wydajność:
Kolejny punkt dla kremu BB.
Mała tubka (20ml) wystarczy na ponad 3, nawet do 4 miesięcy,
codziennego użytku. Na pokrycie całej twarzy wystarcza ilość
produktu, wielkości ziarenka grochu. Jednorazowo zużywa się go
mniej niż tradycyjnego podkładu, co przeważa, również, pod kątem
ekonomicznym.
Cena i dostępność:
Produkt dostaniemy na
ebay'u, na allegro, też zdarzają się oferty, jednak łatwo jest
przepłacić. Do tego są różnego rodzaju strony internetowe, które
oferują azjatyckie kosmetyki, m.in. lubiana przeze mnie
roseroseshop.com Oczywiście, trzeba uważać na podróbki, ponieważ
jest to jeden z klasyków, jeśli chodzi o kremy BB, jednak chyba nic
nie pobije ilości kopii różowego Skin79. Jeśli nie będziecie
pewni autentyczności produktu, to zapach, najprawdopodobniej powie
Wam wszystko (podróbki śmierdzą).
Co do ceny...na ebay'u,
wersję „mini” można dostać za około 22 złote, a
pełnowymiarowe opakowanie (50ml) trzeba zapłacić w granicach 50
złotych. Nie jest to duża suma, jak na produkt, który będzie nam
długo służył, szczególnie, że podkłady lepszych marek, które
są dostępne w drogeriach kosztują więcej, za 30ml (!).
Radzę zaopatrywać się na
stronach zagranicznych, ponieważ na allegro ceny są kosmiczne.
Skład:
Skład: Water(Aqua),
Cyclomethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Zinc Oxide,
Caprylic/Capric Triglyceride, Mineral Oil, Phenyl Trimethicone, Talc,
Arbutin, Hydrolyzed Collagen, Dimethicone, Macadamia Ternifolia Seed
Oil, Squalane, Adenosine, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, PEG-10
Dimethicone, Polyethylene, Beeswax(Cera Alba), Glycerin, Propylene
Glycol, Caviar Extract, Algae Extract, Rosa Canina Fruit Oil,
Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Fagus Sylvatica Bud Extract,
Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract,
Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Sodium Hyaluronate,
Sodium Chloride, Fragrance(Parfum), Methylparaben, Propylparaben,
Disodium EDTA, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde,
Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal,
Alpha-Isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citronellol. May
contain: Titanium Dioxide(CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492,
CI 77499).
(cr: wizaz.pl)
Cóż...skład
jest długi. Znajdzie się tu parafina, talk, parabeny, silikony,
które do mile widzianych nie należą. Jednak jest tu arbutyna
(rozjaśnia skórę), ekstrakty z kawioru (!!!), alg, buku, liści
rozmarynu, rumianku; olej z dzikiej róży, jojoba, makadamia. Nie
taki diabeł straszny. Krem ma naprawdę dużo ciekawych (szczególnie
jak na „podkład”) składników, więc warto dać mu szansę,
nawet jeśli olej mineralny, czy parabeny nie brzmią zachęcająco.
Działanie i trwałość:
Najważniejsze na koniec.
Produkt genialnie dopasowuje
się do koloru skóry, ujednolicając ją i wygładzając. Pory są
mniej widoczne. Cera staje się promienna (ale nie świecąca), a
przy tym jedwabista. Krycie jest średnie, jednak dla mnie
wystarczające. Nie mam skóry problemowej. Czasami tylko potrafi mi
płatać figle i robić niespodzianki, niekoniecznie miłe i
pożądane, ale to można zatuszować dodatkowo korektorem. Dużym
plusem jest fakt, że produkt jest bardzo lekki i nie daje efektu
maski, cera wygląda bardzo naturalnie. Ja na początku byłam
przerażona, ponieważ po nałożeniu kremu widziałam, że mam coś
na twarzy. Jednak, po pierwsze krem po kilku chwilach dopasowywał
się do koloru skóry, a po drugie – nauczyłam się go nakładać.
Krem BB trzyma się na
twarzy cały dzień, głównie za sprawą silikonów, które
znajdziemy w składzie, a które mogą zapychać niektóre osoby,
szczególnie ze skłonnością do wyprysków, ale nie jest to
powiedziane.
Aktualnie mam zamiar zmienić
krem BB, ponieważ moje opakowanie jest już na wykończeniu,
zamówiłam sobie Holika Holika Luminous Silk i zobaczymy, co z tego
wyjdzie. Missha przez ten rok służyła mi bardzo dobrze i ciężko
było mi się zdecydować na inny produkt, jednak czasami trzeba
zaryzykować. Na pewno, kremy BB na stałe będą gościły w mojej
pielęgnacji, ponieważ nie wyobrażam sobie użyć teraz zwykłego
podkładu.
A Wy co sądzicie o kremach
BB? Czy w jakimś stopniu są lepsze od tradycyjnych podkładów?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz