niedziela, 16 marca 2014

Szybki wypad do kina dla relaksu :)

Te przerwy w pisaniu są straszne. Człowiek szybko się odzwyczaja, szczególnie, że czas pędzi z prędkością odrzutowca. Wciąż mam wrażenie, że pomimo, ze zostały niecałe dwa miesiące do matury to wciąż tkwię w ciemnej...znaczy w lesie, ale dzisiaj nie o tym.
Dzisiaj wraz z koleżankami wybrałyśmy się do kina. W końcu, bo pójście na „Kamienie na szaniec” planowałyśmy od tygodnia, ale ciągle coś wypadało. Bardzo chciałam obejrzeć ten film, z racji, że książka o tym samym tytule była jedną z moich, gimnazjalnych lektur szkolnych i chyba jedną z bardzo niewielu, w całym moim okresie kształcenia, którą faktycznie polubiłam.

Odrobinkę bałam się co zobaczę na ekranie, zwłaszcza, że czytałam dość niepochlebne recenzje, co troszkę ostudziło mój entuzjazm. Jednak dla odmiany, osoby z mojego otoczenia, które film oglądały, wypowiadały się o nim bardzo dobrze. I komu wierzyć? Nikomu. Najlepiej obejrzeć ekranizację samemu i wystawić swoją osobistą ocenę.
Jeśli chodzi o moje zdanie, to film jest naprawdę dobry. Fakt, mogło być lepiej, ale jeśli nabrałam ochoty, aby znów sięgnąć po książkę to znaczy, że warto było wydać te kilkanaście złotych. Podoba mi się fakt, że ekranizacja była pozbawiona...patosu? Alek, Zośka i Rudy zostali pokazani nie jak bohaterowie, a normalni młodzieńcy, którzy na pewno wojny we krwi nie mieli. Myślę, że to może głównie boleć niektóre osoby, to obdarcie z bohaterstwa, demitologizacja postaci. W końcu, my, Polacy lubimy, gdy mówi się o nas w sposób podniosły, z nutą lub dwiema podziwu w głosie. W tym filmie tego nie ma, co według mnie, dla odmiany, jest ogromnym plusem. Obsada również świetnie sobie poradziła, a zagranie tego rodzaju roli, wcale nie jest łatwym zadaniem, zawsze można z czymś przesadzić, jednak tu było dobrze. Szczególne wrażenie zrobił na mnie odtwórca roli Zośki – Marcel Sabat. Dokładnie tak wyobrażałam sobie Tadeusza Zawadzkiego, czytając książkę. Mimika, zachowanie, spojrzenie...wszystko było jakby wyciągnięte z mojego umysłu. Do tego Tomasz Ziętek, który swoją rolę zagrał realistycznie, a przy tym genialnie. Szkoda tylko, że nim zdarzyłam go na dobre polubić, to już go nie było. Rudy naprawdę zdobył moją sympatię. Chociaż niestety w filmie zabrakło Aleka, który był przecież jedną z głównych postaci w książce, a tutaj jakby nikt o nim nie pamiętał. Gdyby nie plakaty to bym nie pamiętała jak wyglądał.

Ogólnie uważam, że naprawdę warto pójść i zobaczyć „Kamienie na szaniec”. Myślę, że najlepszym dowodem na to, że film jest dobry jest fakt, że ludzie po zakończonej projekcji, po prostu zabierali rzeczy i w ciszy wychodzili z sali. Na chwilę ustały rozmowy, ustępując przemyśleniom. Chyba nic więcej nie trzeba dodawać.

No cóż musiałam się podzielić swoimi, krótkimi przemyśleniami. Mogłabym się jeszcze długo rozpisywać, ale nie widzę w tym sensu. Może ktoś z Was skusi się i pobiegnie do kina przekonać się czy nie kłamię.

Teraz czekam na paczuszkę. Mam nadzieję, że niedługo do mnie przyjdzie. Jestem bardzo niecierpliwym człowiekiem.
Do tego zbliża się comeback mojego ukochanego zespołu. Nie omieszkam o tym tutaj wspomnieć, ale na to trzeba jeszcze chwilkę poczekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz