Te przerwy w pisaniu są straszne.
Człowiek szybko się odzwyczaja, szczególnie, że czas pędzi z
prędkością odrzutowca. Wciąż mam wrażenie, że pomimo, ze
zostały niecałe dwa miesiące do matury to wciąż tkwię w
ciemnej...znaczy w lesie, ale dzisiaj nie o tym.
Dzisiaj wraz z koleżankami wybrałyśmy
się do kina. W końcu, bo pójście na „Kamienie na szaniec”
planowałyśmy od tygodnia, ale ciągle coś wypadało. Bardzo
chciałam obejrzeć ten film, z racji, że książka o tym samym
tytule była jedną z moich, gimnazjalnych lektur szkolnych i chyba
jedną z bardzo niewielu, w całym moim okresie kształcenia, którą
faktycznie polubiłam.
Odrobinkę bałam się co zobaczę na
ekranie, zwłaszcza, że czytałam dość niepochlebne recenzje, co
troszkę ostudziło mój entuzjazm. Jednak dla odmiany, osoby z
mojego otoczenia, które film oglądały, wypowiadały się o nim
bardzo dobrze. I komu wierzyć? Nikomu. Najlepiej obejrzeć
ekranizację samemu i wystawić swoją osobistą ocenę.
Jeśli chodzi o moje zdanie, to film
jest naprawdę dobry. Fakt, mogło być lepiej, ale jeśli nabrałam
ochoty, aby znów sięgnąć po książkę to znaczy, że warto było
wydać te kilkanaście złotych. Podoba mi się fakt, że ekranizacja
była pozbawiona...patosu? Alek, Zośka i Rudy zostali pokazani nie
jak bohaterowie, a normalni młodzieńcy, którzy na pewno wojny we
krwi nie mieli. Myślę, że to może głównie boleć niektóre
osoby, to obdarcie z bohaterstwa, demitologizacja postaci. W końcu,
my, Polacy lubimy, gdy mówi się o nas w sposób podniosły, z nutą
lub dwiema podziwu w głosie. W tym filmie tego nie ma, co według
mnie, dla odmiany, jest ogromnym plusem. Obsada również świetnie
sobie poradziła, a zagranie tego rodzaju roli, wcale nie jest łatwym
zadaniem, zawsze można z czymś przesadzić, jednak tu było dobrze.
Szczególne wrażenie zrobił na mnie odtwórca roli Zośki –
Marcel Sabat. Dokładnie tak wyobrażałam sobie Tadeusza
Zawadzkiego, czytając książkę. Mimika, zachowanie,
spojrzenie...wszystko było jakby wyciągnięte z mojego umysłu. Do
tego Tomasz Ziętek, który swoją rolę zagrał realistycznie, a
przy tym genialnie. Szkoda tylko, że nim zdarzyłam go na dobre
polubić, to już go nie było. Rudy naprawdę zdobył moją sympatię. Chociaż niestety w filmie zabrakło Aleka, który był przecież jedną z głównych postaci w książce, a tutaj jakby nikt o nim nie pamiętał. Gdyby nie plakaty to bym nie pamiętała jak wyglądał.
Ogólnie uważam, że naprawdę warto
pójść i zobaczyć „Kamienie na szaniec”. Myślę, że
najlepszym dowodem na to, że film jest dobry jest fakt, że ludzie
po zakończonej projekcji, po prostu zabierali rzeczy i w ciszy
wychodzili z sali. Na chwilę ustały rozmowy, ustępując
przemyśleniom. Chyba nic więcej nie trzeba dodawać.
No cóż musiałam się podzielić
swoimi, krótkimi przemyśleniami. Mogłabym się jeszcze długo
rozpisywać, ale nie widzę w tym sensu. Może ktoś z Was skusi się
i pobiegnie do kina przekonać się czy nie kłamię.
Teraz czekam na paczuszkę. Mam
nadzieję, że niedługo do mnie przyjdzie. Jestem bardzo
niecierpliwym człowiekiem.
Do tego zbliża się comeback mojego
ukochanego zespołu. Nie omieszkam o tym tutaj wspomnieć, ale na to
trzeba jeszcze chwilkę poczekać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz