Jednak to nie sen...ten blog dalej
istnieje. No to niespodzianka.
Jak tam postanowienia noworoczne?
Powolutku zabieracie się za ich realizację?
W zeszłym roku miałam tylko jedno
postanowienie i udało mi się je zrealizować. To był przełomowy
czas, pierwszy rok, w którym zaczęłam wcielać plany w życie,
nigdy wcześniej jakoś specjalnie mi to nie wychodziło.
W porównaniu z 2013, w tym roku mam
całą listę postanowień. Jest odrobinkę przydługa i przynudna,
żeby ją całą tu wstawiać. Zresztą cześć moich planów jest
bardzo prozaiczna, ale zawsze brakowało mi tego kopniaka i liczę po
cichu, że jeśli już zyskały rangę „postanowienia noworocznego”
to w końcu się za nie wezmę.
W każdym razie wszystko odnosi się do tego, aby być najlepszą. Nie lepszą od innych, ale najlepszą, możliwą wersją samej siebie i to jest mój główny cel na 2014 rok (i na całe życie)! Myślę, że to ciężkie zadanie, szczególnie, że trudno jest określić tę, najlepsza wersję siebie. Jest to podjęcie ryzyka, bo nie można być pewnym rezultatów.
Ogromną inspiracją dla mnie są słowa
Yunho z TVXQ :
„Uwierz w siebie, nawet jeśli masz ochotę zawrócić w czasie. Nie uciekaj. Stopniowo zbliżysz się do realizacji swoich marzeń.”
Niby tylko cytat, ale jaki prawdziwy?
To właśnie te słowa, wraz z Nowym Rokiem zachęciły mnie do
zmian. Jak dalej będzie to wyglądało? Nie mam pojęcia, ale liczę,
że tym razem dopnę swego.
Jednak zanim zacznę realizować plany,
powinnam wyeliminować przeszkody, a jest ich kilka.
Przede wszystkim:
- jestem leniwa
- szybko się zniechęcam (słomiany zapał)
- wszystkie zmiany chciałabym wprowadzać jednocześnie
- chciałabym szybkich rezultatów swoich działań
- mam sporo nawyków (pewnie o połowie nie wiem)
- brak czasu
- wszystko odkładam na „jutro” (stąd też, po części nazwa bloga)
- ciężko jest mi się przyzwyczaić do nowych rzeczy, w tym zmian
- brak motywatora
- jestem okropnie niezorganizowanym człowiekiem
Pewnie jest tego więcej, ale aktualnie
nie jestem w stanie sobie nic przypomnieć.
Więc od czego zacząć? Najlepiej od
wszystkiego od razu, ale...patrz punkt trzeci...tak właśnie. Czyli
jestem w kropce. No cóż chyba będę musiała chwilę nad tym
pogłówkować, obmyślić strategię. Jednak zmiany nie są takie
łatwe, jak się na pozór wydaje. Niby wszystko powinno być
wprowadzane stopniowo, ale dla kogoś, kto nie usiedzi kilku minut,
żeby lakier na paznokciach wysechł...gdyby nie moje zamiłowanie do
snu i leniuchowania, podejrzewałabym siebie o ADHD.
Może Wy macie jakieś sposoby na
bezbolesne wprowadzenie zmian?
Jeszcze przyjemna nutka na dzisiaj, z którą rozpoczęłam nowy rok, skoro już o TVXQ mowa. Naprawdę świetna piosenka. Nie mogę się doczekać, aż usłyszę całą płytę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz