piątek, 17 stycznia 2014

Dlaczego czytamy mniej?

Ludzie często mówią, że młodzież czyta coraz mniej książek, że z każdym kolejnym pokoleniem jest coraz gorzej. Trudno się nie zgodzić z tą opinią, ale czy ktoś, zanim wydał osąd, zastanowił się jaka jest tego przyczyna? Często odnoszę wrażenie, ze nie. W końcu łatwo jest ocenić człowieka, czy grupę społeczną, nie wiedząc nic o niej. A jak to wygląda z perspektywy młodzieży? 

Ja jestem osobą, która lubi czytać, w szczególności książki fantastyczne oraz psychologiczne, jednak ostatnio sięgnęłam po jakaś interesującą mnie pozycję, sama nie wiem jak dawno temu. Jest to smutne, ponieważ czasami mam ochotę siąść z książką w ręku, pod kocykiem i z kubkiem gorącej kawy lub herbaty i po prostu czytać. Szczególnie w chłodne wieczory, jednak zaraz zapala się czerwona lampka, która przypomina mi, że na za tydzień mam mieć przeczytaną jakaś naprawdę nudną lekturę szkolną, więc momentalnie niezwykle fascynującą rzeczą staje się sprawdzanie facebook'a co pięć minut. Kiedyś potrafiłam dosłownie pochłonąć wzrokiem książkę, mającą około sześciuset stron, nie mogąc się nawet na chwilę oderwać. A teraz? Zatrzymuje się na okładce.
Jednak...czemu właściwie się tak dzieje?
Jako uczennica patrzę na system nauczania z innej perspektywy i widzę mnóstwo niedociągnięć. Przede wszystkim, szkoła dawno przestała być instytucją, której zadaniem jest przekazywać WIEDZĘ, UMIEJĘTNOŚCI oraz nauczać. Teraz jest to przekazywanie uczniom suchych faktów, które musimy wykuć, aby zaliczyć sprawdzian. Oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić, to tylko mój punkt widzenia, a jak wiadomo: „punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia”. W każdym razie szkoła zabija indywidualność, ale o tym powinnam stworzyć osobnego posta...zdecydowanie. 

Ale co szkoła i wadliwy system ma do czytania, a raczej – nieczytania? Oczywiście wszyscy znają jedną z przyczyn, którą jest spis lektur, które każdy uczeń powinien przeczytać, z racji, że to dziedzictwo naszej kultury. Nie oszukujmy się, większość z nas sięga wtedy po streszczenia. Nawet, tak zwane, treściówki nie zachęcają nas do chociażby popatrzenia na okładkę . Ja sama, mimo chęci i zapewnień innych, że dana lektura jest ciekawa, po otwarciu książki i przejrzeniu góra trzech stron śpię jak małe dziecko. Do tej pory wspominam, jak czytałam „W pustyni i w puszczy” (co dla wielu osób jest ciekawą pozycją), mama szyła na maszynie u mnie w pokoju, a ja po przeczytaniu dosłownie dwóch stron usnęłam. Nawet hałas mi nie przeszkadzał. Ciągle uważam Sienkiewicza za najlepszego autora piszącego bajki na dobranoc. Jeśli cierpicie na bezsenność – polecam, w innym wypadku - odradzam. Jednak lektury szkolne i podejście do nich jest raczej zależne od naszego gustu , czy samozaparcia. Jednemu „Potop” (żem się Sienkiewicza dzisiaj czepiła, no) się spodoba, inny po zobaczeniu okładki odłoży tom na półkę. No to o co chodzi? Już śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż cały cykl edukacji opiera się na czytaniu. Cała wiedza jaką zdobywamy jest czysto teoretyczna, co często nijak ma się do rzeczywistości. A skąd pozyskujemy tę „wiedzę”? Z książek. Do każdego przedmiotu są wymagane niezbędne podręczniki, w których znajdujemy wszystkie informacje na dany temat zajęć. Jakby nie patrzeć, większość uczniów nie lubi się uczyć, jest to przykry obowiązek. Głównie dzieje się tak, że nauka kojarzy się w monotonią i właśnie (!) siedzeniu przy książkach, i zakuwaniu materiału na kolejną lekcję. Więc jesteśmy w puncie wyjścia. Przykry obowiązek od razu kojarzy się ze ślęczeniem przy książkach, robieniem notatek, potem analizowaniu ich i powtarzaniu, i tak w kółko. Więc nic dziwnego, że ludzie wolą siąść przed telewizorem i obejrzeć coś niewymagającego koncentracji, niż znów biegać wzrokiem po literkach. 

Ja osobiście, mam nadzieję, że po zakończeniu edukacji, znów znajdę czas na czytanie tego co lubię, a nie co muszę, czy powinnam. A Wy? Lubicie czytać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz