Ludzie często mówią, że młodzież
czyta coraz mniej książek, że z każdym kolejnym pokoleniem jest
coraz gorzej. Trudno się nie zgodzić z tą opinią, ale czy ktoś,
zanim wydał osąd, zastanowił się jaka jest tego przyczyna? Często
odnoszę wrażenie, ze nie. W końcu łatwo jest ocenić człowieka,
czy grupę społeczną, nie wiedząc nic o niej. A jak to wygląda z
perspektywy młodzieży?
Ja jestem osobą, która lubi czytać,
w szczególności książki fantastyczne oraz psychologiczne, jednak
ostatnio sięgnęłam po jakaś interesującą mnie pozycję, sama
nie wiem jak dawno temu. Jest to smutne, ponieważ czasami mam ochotę
siąść z książką w ręku, pod kocykiem i z kubkiem gorącej kawy
lub herbaty i po prostu czytać. Szczególnie w chłodne wieczory,
jednak zaraz zapala się czerwona lampka, która przypomina mi, że
na za tydzień mam mieć przeczytaną jakaś naprawdę nudną lekturę
szkolną, więc momentalnie niezwykle fascynującą rzeczą staje się
sprawdzanie facebook'a co pięć minut. Kiedyś potrafiłam dosłownie
pochłonąć wzrokiem książkę, mającą około sześciuset stron,
nie mogąc się nawet na chwilę oderwać. A teraz? Zatrzymuje się
na okładce.
Jednak...czemu właściwie się tak
dzieje?
Jako uczennica patrzę na system
nauczania z innej perspektywy i widzę mnóstwo niedociągnięć.
Przede wszystkim, szkoła dawno przestała być instytucją, której
zadaniem jest przekazywać WIEDZĘ, UMIEJĘTNOŚCI oraz nauczać.
Teraz jest to przekazywanie uczniom suchych faktów, które musimy
wykuć, aby zaliczyć sprawdzian. Oczywiście możecie się ze mną
nie zgodzić, to tylko mój punkt widzenia, a jak wiadomo: „punkt
widzenia, zależy od punktu siedzenia”. W każdym razie szkoła
zabija indywidualność, ale o tym powinnam stworzyć osobnego
posta...zdecydowanie.
Ale co szkoła i wadliwy system ma do
czytania, a raczej – nieczytania? Oczywiście wszyscy znają jedną
z przyczyn, którą jest spis lektur, które każdy uczeń powinien
przeczytać, z racji, że to dziedzictwo naszej kultury. Nie
oszukujmy się, większość z nas sięga wtedy po streszczenia.
Nawet, tak zwane, treściówki nie zachęcają nas do chociażby
popatrzenia na okładkę . Ja sama, mimo chęci i zapewnień innych,
że dana lektura jest ciekawa, po otwarciu książki i przejrzeniu
góra trzech stron śpię jak małe dziecko. Do tej pory wspominam,
jak czytałam „W pustyni i w puszczy” (co dla wielu osób jest
ciekawą pozycją), mama szyła na maszynie u mnie w pokoju, a ja po
przeczytaniu dosłownie dwóch stron usnęłam. Nawet hałas mi nie
przeszkadzał. Ciągle uważam Sienkiewicza za najlepszego autora
piszącego bajki na dobranoc. Jeśli cierpicie na bezsenność –
polecam, w innym wypadku - odradzam. Jednak lektury szkolne i
podejście do nich jest raczej zależne od naszego gustu , czy
samozaparcia. Jednemu „Potop” (żem się Sienkiewicza dzisiaj
czepiła, no) się spodoba, inny po zobaczeniu okładki odłoży tom
na półkę. No to o co chodzi? Już śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż
cały cykl edukacji opiera się na czytaniu. Cała wiedza jaką
zdobywamy jest czysto teoretyczna, co często nijak ma się do
rzeczywistości. A skąd pozyskujemy tę „wiedzę”? Z książek.
Do każdego przedmiotu są wymagane niezbędne podręczniki, w
których znajdujemy wszystkie informacje na dany temat zajęć. Jakby
nie patrzeć, większość uczniów nie lubi się uczyć, jest to
przykry obowiązek. Głównie dzieje się tak, że nauka kojarzy się
w monotonią i właśnie (!) siedzeniu przy książkach, i zakuwaniu
materiału na kolejną lekcję. Więc jesteśmy w puncie wyjścia.
Przykry obowiązek od razu kojarzy się ze ślęczeniem przy
książkach, robieniem notatek, potem analizowaniu ich i powtarzaniu,
i tak w kółko. Więc nic dziwnego, że ludzie wolą siąść przed
telewizorem i obejrzeć coś niewymagającego koncentracji, niż znów
biegać wzrokiem po literkach.
Ja osobiście, mam nadzieję, że po
zakończeniu edukacji, znów znajdę czas na czytanie tego co lubię,
a nie co muszę, czy powinnam. A Wy? Lubicie czytać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz